Zerwana linka - Ozone Edge II 2008
maja 29th, 2008 by Bart
Zaczęło się bardzo fajnie - wiaterek 18 węzłów, mocno szkwalisty, my na morzu w Rewalu, obok bazy rybackiej. Szybko zeszliśmy na wodę i pełen energii zacząłem robić to co ostatnio lubię najbardziej - skoki
Po kilku mniej lub bardziej udanych nadszedł TEN skok - wyciągnęło mnie mocno do góry, na moje nieszczęście latawiec zostawiłem zbyt bardzo z tyłu, no i łupnąłem w wodę tzw. “wahadełkiem”. To był jednak początek nieszczęść - tak jak wspomniałem, latawiec został z tyłu, stracił ciąg, obrócił się tubą główną w dół i rąbnął z 27m w wodę. W sumie nic nowego z tym sprzętem (o tym innym razem), najlepsze jednak przede mną - latawiec szybko wstał, zrobił kołowrotek ciągnąc mnie pod/na/nad wodą jakieś 8-10 metrów i znów w wodę. Próbowałem opanować latawkę, ale na nic się zdawały manewry barem - latawiec bardzo ostro i niekontrolowanie ciągnął mnie w stronę falochronów na pełnym powerze. Widząc szybko zbliżające się drewniane kołki wbite w wodę zrobiłem jedyną właściwą rzecz - użyłem systemu bezpieczeństwa (liszowałem się). Latawiec bezwładnie osunął się na wodę, a ja zacząłem “dyndać” jak spławik na wodzie, ok 100 metrów od plaży. Ratunek nadszedł w miarę szybko - Cinek podholował mnie do brzegu, a Olek pomógł złapać latawiec.
Na plaży zorientowałem się, że przyczyną całego zamieszania była pęknięta linka (zdjęcie linki poniżej). Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że latawiec jest nowy (to było może 6 wyjście na wodę) i teoretycznie nic nie powinno się stać, szczególnie, że warunki nie były specjalnie trudne.
Na drugi dzień, po drobnych, początkowych kłopotach z komunikacją z dystrubytorem Ozona, od którego raptem kilka tygodni temu kupiłem latawiec, udało mi się ustalić plan realizacji gwarancji.
Po przesłaniu fotek linki uzyskałem zapewnienie bezpłatnej wymiany 2 linek (podobno bezpieczniej). Obecnie czekam na kuriera, tak, by na weekend znów być zwarty i gotowy do PŁYWANIA!!!
![]()
nieszczęsna linka..
Łączymy się z Tobą w bólu. Najważniejsze, że nowe linki już jadą. Za nim je podłączymy to zrobimy mały test. Jeden koniec do drzewa, drugi do haka holowniczego w samochodzie. Rozpęd to 27 metrów jak wytrzymają to na pewno już na wodzie nie pękną