Czarujący Wolin ;)
lipca 10th, 2008 by Fryta
Chyba nikt z naszej całej brygady nie powie, że na Wolinie źle się pływa. Jak tylko pada pomysł lub pojawia się drobna sugestia aby wybrać się na Wolin i popływać to od razu pojawiają się “białe” ząbki i banany na twarzach
Jesteśmy oczarowani tym spotem (bynajmniej ja).
Tak też było wczoraj. Co prawda były początkowe trudności z wyrwaniem się z pracy ale wszystko się ułożyło bardzo dobrze. Gdy zajechaliśmy na spot Cinek z Olkiem już byli na miejscu. Nie wiedzieć tylko czemu kimali w samochodzie za miast rozkładać sprzęt. Ja tylko ja wysiadłem, mimo iż wiatr wcale nie był zachęcający do pływania powiedziałem, że nie ma innej możliwości muszę wejść i d… zamoczyć. Czyli standard szybkie rozłożenie sprzętu i wskoczenie w piankęi 20 minut później już byłem w wodzie. Fala była dość spora jak na Wolin ale całkowicie nie przeszkadzała.
Pierwsze dwa halsy i był już gotów do pierwszych skoków. Bardzo szybko przypomniałem sobie moje poprzednie skoki. Oczywiście przy pierwszej próbie musiałem zaliczyć glebę. I oczywiście musiałem walnąć lewym bokiem w wodę. Od razu wyszły wszystkie poprzednie gleby na morzu gdy niemiłosiernie obiłem sobie moje 4 litery. Do kolejnych prób podszedłem już bardziej wyrozumiale i nie forsowałem się. Zaliczałem drobne podskoki na kilkadziesiąt centymetrów i pięknie oraz gładko je lądowałem. Wiaterek coraz ładniej się rozwiewał, a ja czułem coraz większą pewność siebie. W którymś momencie troszeczkę agresywniej przeprowadziłem latawiec do zenitu i w ciągu ułamka sekundy znalazłem się co najmniej 2 m nad wodą. Nie byłem przygotowany do tego skoku i trochę mnie to oszołomiło. Odruchowo, mam jakieś dziwne odruchy :/ , skierowałem latawiec w lewo (w kierunku w którym płynąłem). W tym momencie wprowadziłem go w okno wiatrowe i nabrałem jeszcze większej prędkości. Przy takim manewrze latawcem zawsze kończy się to obróceniem ridera, czyli mnie, w lewą stronę. Gd się połapałem co się dzieje zdążyłem jedynie zrzucić deskę z nóg i zawrócić latawiec do zenitu. Prędkość jaką nabrałem była już zbyt duża aby była jakakolwiek szansa na to, że wracający latawiec do zenitu cokolwiek załagodzi. Ude żyłem (czyt. przy……..) o wodę tak mocno, że nie mogłem złapać oddechu prze kilka sekund. Trafiłem w wodę całą długością ciała. Także oberwało się głowie, żeberkom i tyłkowi. Nogi na szczęście w trakcie uderzenia o wodę były skierowane do góry więc najmniej ucierpiały. Odpocząłem sobie kilka minut leżąc na wodzie i zebrałem się do dalszego pływania. Niestety przyjemność się skończyła. Każdy ruch latawcem odczuwałem na obitych żeberkach. Chwilkę później byłem już na brzegu i mogłem sobie dogorywać podziwiając resztę brygady śmigającej po wodzie.
Dobra tyle o mnie trzeba odrobić pracę domową za innych
Nie ja jeden się poobijałem tego dnia. Przede mną bardzo nieprzyjemny upadek zaliczył inny kiter na spocie. Stratował latawiec z lądu i troszeczkę źle go poprowadził. Startując z krawędzi okna od razu odwrócił latawiec i przeciągnął go przez power zone. Kolesia poderwało w górę i jak szmatą rzuciło w trzciny. Z tego co zrobił i jak to zrobił wnioskuję, że to chyba jego początki z kitem. Jeśli mocniej się do nauki nie przyłoży to może to być również początek końca jego przygody z tym sportem. Oby nie ale w tym przypadku myślenie się wyłączyło, a umiejętności chyba były w trzcinach.
Kolejny który zaliczył dość mocną glebę był Bart. Oczywiście sytuacja nie miała miejsca na lądzie. Bart ćwiczył skoki i przy którejś próbie poderwało go dość mocno w górę. Oczywiście zdarzyła mu się dokładnie taka sam sytuacja jak mi czyli obróciło go i już nie mógł nic zrobić. Spadł z kilku metrów z dość sporą prędkością do wody. W momencie uderzenia o wodę latawiec już był prawie w zenicie. Pływał na 9 więc chyba w takich sytuacjach nawet takie latawce są za wolne
Na szczęście nic mu się nie stało. Dziękował później wszystkim za to, że miał kask. Mimo tego zabezpieczenia czuł lekki ból głowy po tym zdarzeniu. Może trzeba byłoby zainwestować w taki sprzęt hmm ?? Kto wie kto wie.
Chyba najbardziej zadowolonym z całej naszej ekipy był Olek. Pierwsze ostrzenie, pierwsze próby skoków. Jak się rozkręcił z ostrzeniem to czasami zapominał podnieść tyłek i zahaczał nim o wodę. Były to bardzo efektowne upadki
Ale nie ma się co śmiać wszyscy tak pływaliśmy .Jest to najprostszy sposób na dociśnięcie krawędzi i zmianę kierunku płynięcia. Ciężko jest mi opisać co przeżywał przy pierwszych “kontrolowanych” skokach ale cieszył się jak małe dziecko. BRAWO, BRAWO i jeszcze raz BRAWO!!!!!!! Cieszymy się razem z Tobą i czekamy na pierwsze lądowania.
Cinek uskuteczniał swoją technikę. Może nie skacze tak wysoko ale coraz częściej jego skoki nabierają sporej odległości. Bardzo defektowanie to wygląda jak ktoś pokonuje około 10- 15m w powietrzu jakiś 1m nad wodą. Wygląda to tak jakby ślizgał się po powietrzu. Naprawdę, na mnie robi to bardzo duże wrażenie. Cinek brakuje jeszcze zachodzącego słońca i będziesz miał swoje zajefajne ujęcie
Pozdrawiam wszystkich czytelników
Liczę, że żeberka szybko wrócą do normy i będzie można znów trochę poszaleć