Zaginiona deska.
czerwca 2nd, 2008 by Fryta
Dziś Władziu, Bart i Kasia wybrali się w Rewalu na morze popływać. Ja z nieznanych powodów pojawiłem się na spocie bez sprzętu więc tylko przyglądałem się jak pływają. Jednak tylko mi się wydawało, że dobrze się bawią. Gdy dotarłem do miejsca gdzie pływali okazało się, że Władziu zgubił dechę. Bart śmigał po morzu próbując ją odnaleźć. Niestety się nie udało
. W międzyczasie Kasia wylądowała swoją latawkę i Władziu ją łapał trzymając swojego switchblade’a w powietrzu. Mało co nie zahaczył nim o tablicę ostrzegawczą - obyło się bez strat. Nasz senior na prawdę ma talent do aranżowania niebezpiecznych sytuacji
. Gdy sytuacja była już opanowana pojawił się na brzegu Bart i oddał Władziowi swoją deskę. Jego deska jest przystosowana do podczepienia leash’a i dzięki temu, bez obawy Władziu mógł udać się na poszukiwanie swojej. Z resztą deska Władzia też ma możliwość podczepienia leash’a i leash był podczepiony jednak Władziu dokonał kilku modyfikacji, które nie wytrzymały (naprawdę ma talent - nie wiesz co to są niebezpieczne sytuacje dzwoń do Władzia wszystko Ci wyjaśni tel. 0-700-WŁADZIU
). Z Bartem wybraliśmy się na spacer z nadzieją, że decha już przybiła do brzegu. Staraliśmy się ją również wypatrzeć na wodzie jednak słońce skutecznie nam to utrudniało. Jedyne co było widać to odbijające się promienie. Doszliśmy do Trzęsacza (około 1 kilometra do miejsca startu) dechy nigdzie nie było widać. Władziu przeczesywał wodę śmigając tam i z powrotem. Już się poddaliśmy i zaczęliśmy wracać. Ja brzegiem, a Władziu wodą. Przy chyba 3 halsie trafił na swoją deskę i z typowym bananem na twarzy, bo takowy się pojawia na twarzy w takich sytuacjach, przytargał dechę na ląd. Dalszą podróż decha odbyła już lądem bez obawy o to, że porwie ją prąd. Sprzęt odzyskany i wszystko skończyło się dobrze. Nie wiem, bo nie było mnie w chwili zgubienia deski, więc mogę się tylko domyślać, jak mogło dojść do tego, że stracili deskę z pola widzenia. Już nie raz gubiłem deskę na morzu jednak tylko raz był problem z jej znalezieniem. Popełniłem błąd i od razu bodydragami ruszyłem w kierunku brzegu. Jednak wtedy nie było problemu z jej wypatrzeniem ponieważ słońce było schowane za chmurami, a fala była na tyle wysoka, że co chwila deska świeciła czerwonymi finami. Od tamtego zdarzenia zawsze zostaję w miejscu gdzie decha mi spadła. Daję znać innym aby podpłynęli i podholowali deskę do brzegu. Jest to bardzo efektywna metoda ponieważ cały czas ktoś - osoba, która zgubiła deskę lub osoba pomagająca - ma z deską kontakt wzrokowy.
Wniosek jest prosty: zgubiłeś deskę zostań przy niej do momentu, aż ktoś do ciebie podpłynie i da ci znać, że możesz płynąć do brzegu!!!!!! (metody nie stosować gdy jesteś sam na spocie
)